Moja historia odchudzania

Odkąd pamiętam, byłam większa od moich rówieśników.  Kiedy trochę podrosłam, próbowałam schudnąć mnóstwo razy, ale zawsze kończyło się to lodami albo pizzą na kanapie ze słowami ‘’od jutra’’.

Końcem 2014 roku, w drugiej klasie gimnazjum postanowiłam sobie, że tym razem biorę się za siebie już na poważnie.  Pamiętam, że spędziłam Święta w Irlandii i dowiedziałam się, że trzecią klasę rozpocznę już właśnie tam. Była to dla mnie wielka motywacja i jak widać zmotywowała mnie wystarczająco, żeby osiągnąć swój cel w zaledwie parę miesięcy.

Dietę i ćwiczenia zaczęłam w styczniu 2015, miałam zeszyt w którym każdego dnia pisałam ilość kalorii, trening jaki zrobiłam oraz czy trzymałam się diety.  Pisałam tam również swoje wymiary i wklejałam zdjęcia a po każdym miesiącu robiłam podsumowanie. Jadłam bardzo mało, chociaż wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Po paru miesiącach zaczęły wypadać mi włosy, łamały mi się paznokcie i nie miałam na nic siły. Dodam, że jadłam słodycze ale nie przekraczając ilości kalorii na dany dzień.

W maju 2015 na wadze zobaczyłam -15kg.  Wszyscy w około zauważyli moją zmianę fizyczną i ja również, niestety nie tylko fizyczną. Całe moje życie kręciło się wokół liczenia kalorii, jedzenia i wyrzutów sumienia. Cały czas chciałam chudnąć więcej i więcej, wpadłam w paranoje. Potrafiłam zjeść pół jabłka zamiast całego tylko, żeby kalorie się zgadzały. Po każdym przekroczeniu dziennych kalorii myślałam, że jestem słaba i nigdy nic nie osiągnę, a wyrzuty sumienia męczyły mnie jeszcze przez parę dni.  Potrafiłam nie jeść dwa dni, po czym rzucić się na jedzenie , koło się zataczało. W czerwcu nie schudłam już nic, jadłam coraz mniej a waga nie spadała. Zorientowałam się, że coś jest nie tak. Mój metabolizm zwolnił tak bardzo, że musiałam uważać na wszystko co jem. Po długich namysłach postanowiłam, że wyjdę  z niskich bilansów i zacznę jeść normalnie. W tamtym okresie  jadłam ok. 600-1000kcal na dzień  i zdecydowałam dodawać  po 100 kcal tygodniowo.

Przez całe wakacje podnosiłam ilość kalorii. W końcu skończyło się na tym, że jadłam za dużo, a za mało się ruszałam i pod koniec wakacji znowu przytyłam.  Stało się to przez mój spowolniony metabolizm, brak wiedzy na temat jedzenia oraz tego, że nie umiałam odróżnić ciężkiej aktywności fizycznej od jej braku. Cały czas wydawało mi się, że skoro ćwiczę w domu to też zapotrzebowanie mam dużo większe i za każdym razem jak obliczałam swoje zapotrzebowanie to zaznaczałam ‘duża aktywność’.

Od tamtego czasu aż do dnia dzisiejszego mam problemy ze zrzuceniem wagi. Od 2016 do teraz próbowałam zrzucić kilogramy mnóstwo razy, ale za każdym razem stara waga wracała. Kilka razy myślałam, że już nie dam rady. Pamiętam, że nawet rzuciłam siłownie, bo przez ćwiczenia na maszynach waga szła do góry.

Teraz mam o wiele większą wiedzę niż kiedyś, używam metra i  lustra do kontrolowania swoich efektów. Aktualnie ważę prawie 10kg więcej niż 2-3 lata temu, a mam mniej tkanki tłuszczowej (%)i  czuje się lepiej we własnym ciele.Parę dni temu wróciłam na siłownie i ćwiczę głównie na maszynach. Zdaję sobie sprawę, że mięśnie wyglądają lepiej niż tłuszcz i mogę ważyć nawet więcej, jeśli tylko będę lubić swoje odbicie w lustrze.

Najważniejszy w życiu jest balans, szkoda, że dopiero po tak długim czasie to zrozumiałam, ale jak to się mówi : ‘’lepiej późno niż wcale’’ 😉

Dotarło do mnie również, że odchudzanie jest w głowie, ale o tym napiszę w następnym poście.

*Niskie bilanse nie działają na dłuższą metę i zostawiają odbicie w naszej głowie na długo, dlatego za nim postanowisz się odchudzać to zrób plan i nie zapomnij używać głowy. Pamiętaj też, że nie wolno Ci schodzić poniżej twojej podstawowej przemiany materii – możesz obliczyć ją tutaj –https://www.bodybuilding.com/fun/bmr_calculator.htm *

Zapraszam na mojego instagrama – izabellakania

 

Written by Izabela Kania